Wietnamsko - laotańska pętla. Dzień 13 i 14 Ha Long Bay

Do Hanoi jechaliśmy 13 godzin. Prosto z Hanoi chcieliśmy jechać do Ha Long Bay, a że autobus wysadził nas w centrum, a dworzec, z którego odjeżdżały autobusy w tym kierunku - Gia Lan -znajdował się 7 km od tego miejsca, nie było innej opcji, jak dojechać tam taksówką. W ten sposób pół godziny siedzieliśmy w autobusie, który odjeżdża do Ha Long City. Oczywiście po uiszczeniu 120.000vnd.

Obserwując, jak wyglądają sprawy w autobusie z kasowaniem za bilety, to się trochę wkurzyłam za frycowe, jakie płacą turyści, bo Wietnamczyków kasowali po 50.000vnd... Zastanawiam się jednak, czy w ogóle jest opcja, żeby frycowego nie zapłacić. Mam wrażenie, że nie, bo jeśli nie pani w kasie, to pan przed wejściem do autobusu na pewno skasuje odpowiednio.

Mieliśmy wrażenie ze nasz autobus zatrzymuje się po drodze we wszystkich możliwych miejscach i zabiera wszystkie możliwe pakunki a co do tego jedzie przez wszystkie możliwe wsie. Ale być może to kwestia naszego zmęczenia  calonocna podróżą.

Po jakiś 4 godzinach autobus a wlasciwie PAN stiuard obslugujacy autobus wwysadzil nas przy dworcu.  Jak nas szybko poinformowali panowie taksowkarze  bylo do niego kawalrk drogi ale na szczęście wszyscy machali w jednym kierunku dzięki czemu bez wyciągania mapy wiedzieliśmy dokąd iść. I tak po 15 minutach marszu mogliśmy  rozglądać się za hotelem.

W mieście pusto, bo aktualnie jest tu zima. Hotele więc też. Pozwolilismy więc by przejść się po hotelavh i trochę powybrzydzac. Wtedy to wlasnie odkrylismy magię targowania :-)  i tak to wlasnie z ceny wywolawczej za pokój 350.000 dotarlismy do200.000 vnd.

 Miasto ogólnie nie ma nic ciekawego do zaoferowania poza zatoka. Problem wiec byl nawet ze zjedzeniem nobhiadu - na szczęście udfalo się upolować ryż z jakimś miechem.

Później poszlismy poszukać portu bo nasz hotel nie znajdowali się na nadbrzerzu. W rekomendowane agencji turystycznej rozeznalismy się w możliwościach i okazalo się że w zimie nie ma potrzeby by rezerwowa wycieczki- wystarczy przyjść pól godziny przed rejsem który każdego dnia startuje o godzinie 8. Mowa tu o 4 godzinnym rejsie w którego planie jest do zobaczenia oprócz samej zatoki jedna jaskinia. Koszt to 9$ (80.000 vnd wstęp do parku narodowego i 100.000 vnd za lodke)
Jest tez opcja wypożyczenia prywatnej lodki na 6 godzinny rejs i w programie jest bofajze dwie jaskinie i szczyt z widokiem na zatokę koszt24$.

Mimo ze w mieście nic nie ma a juz na pewno nie ma ludzi nie przeszkadza by ceny byly jak w sezonie. Nawet za kawę kasuja dobrze. ( dotychczasowy rekord 35.000vnd)

Niestety w autobusie nocny hm byla tak mocna klimatyzacja której nie dalo  wyloczyc przeziebnila migardlo. Trzeba byli się więc trochę podkurowac i wygrzac więc tego wie wzoru zrobiliśmy przegląd kanalow azjatyckich z CNN Hong kong na czele v:-)

 Rankiem budzik nam zaszwankowal i trzeba byli zrobić blyskawiczne pakowani. Jak się okazalo niesluszjie się spieszylismy. Owszem kurs codziennie odchodzi w okolicy godziny. 8 ale dopiero kiedy u zbiera się odpowiednią ilość osób. Tak więc kupilismy bilety i grzecznie czerkalismy aż u zbiera się odpowiednia ilość osób. I takim to sposobem ruszylismy przed 9.

Niestety zimą zatoka Ha Long nie urzerka przynajmniej nas- może latem byli byniecoinaczerj. Mgla skutecznie ogranicza widoczność a poza tym chyba nie mamy fetyszu morsko- żaglowego.















Po drodze w programie była jedna jaskinia całkiem ładna, mile wrażenie robią kolorowo podświetlane różne skały tworzące najdziwniejsze rzeczy. I tu pole do popisu zostaje u dla wyobraźni dlatego ze przewodnik w cenie wycieczki już nie jest a żadna z pięciu będących na pokładzie osób nie była w stanie powiedzieć kilku zdań na temat jaskini w języku angielskim. Warto jednak wiedzieć ze na temat sprzedawanych na przykład na pokładzie łodzi pereł pani potrafi opowiadać cale epopeję w języku angielskim. Ot jak się chce to się potrafi.











Rejs miał trwać 4 godziny a trwał 3,5 ale bardzo nie narzekaliśmy, bo co się dało zobaczyć to przez ten czas zobaczyliśmy.

Ogólnie rzecz biorąc w glosowaniu na kolejny cud świata zdecydowanie jesteśmy za mazurami i to nie tylko z powodów patriotycznych :-)

W drodze na dworzec złapaliśmy obiad i pozostało czekać na autobus. I tu znów fenomen Azji. Pani skasowała nas po 100.000bnd za bilety do Hanoi i kazała czekać w poczekalni. Na pytanie o której będzie autobus odpowiedzialna ze za 45 minut, po czym po 10 minutach od tej odpowiedzi zawołała nas i wskazała autobus do Hanoi, który odjechał jakieś 5 minut później. Tak więc warto stosować się do zaleceń i chyba po prostu im zaufać i jeśli mówią żeby poczekać w jakimś miejscu to tak zrobić bo wtedy z pewnością dotrzemy do swojego celu.

2 komentarze