Wietnamsko -laotańska pętla. Dzień 10 Niedzielne Hue

Bardzo przybliżony czas podróży wynika z tego iż, na przykład nasz autobus przyjechał po nas około 8, po czym wysadził nas na skrzyżowaniu 300 metrów dalej i kazał czekać na duży autobus. Po czym przyszedł jakiś mężczyzna i zawołał nas jakoby pod biuro, gdzie przeczekaliśmy pewnie ze 20 minut, po czym w końcu przyjechał nasz autobus. Więc w sumie wyjechaliśmy jakąś godzinę później. Po drodze kierowca stwierdził, że wszystkim przyda się odpoczynek i zatrzymał się przy jakiś hotelach, ogłaszając pół godziny przerwy. Na szczęście mieli tam kawę :-)
Tak więc wszystko, w najlepszym azjatyckim porządku, przebiegło pomyślnie i około 14 do autobusu został wpuszczony mężczyzna, który reklamował swój hotel. A że akurat nam spasował, to autobus zatrzymał się tuż przed jego drzwiami. I tak oto uniknęliśmy poszukiwań noclegu.

Szybko się zadomowiliśmy i ruszyliśmy na zwiady do miasta. Oczywiście pobłądziliśmy, ale jak widać nie było przypadku, bo to przecież niedziela. Dotarliśmy do kościoła na mszę o 15. (W niedzielę są też msze o 5.30, 8:00, 18:30)



Później kluczyliśmy długo po uliczkach, szukając miejsca, gdzie można by wymienić pieniądze, ale w niedzielny wieczór po normalnym kursie jest to prawie niemożliwe, a hotele wykorzystają to i wymieniają po bardzo kiepskim kursie.

Ten wieczór spędziliśmy po domowemu oglądając film, a wcześniej odwiedziliśmy pewną knajpkę 'Little Italy' :-)  oczywiście, jak się można się domyśleć, w tym lokalu wsunęliśmy z niesamowitą przyjemnością - przynajmniej ja - pizzę. Chyba jeszcze jesteśmy tu za krótko i jeszcze nie przywykłam całkowicie do ichniejszego jedzenia i czasem mam ogromną chęć na pieczywo z czymś z nabiału albo właśnie jakiegoś  fast food-a. Ale jeszcze trochę i problem będzie po powrocie przyzwyczaić się z powrotem do naszego :-)

Nie wiem jak wam, ale nam się zdarza dość często, że mamy taką potrzebę zadomowienia, zatrzymania, domowej normalności. Dlatego też przyjęliśmy taktykę, by w miarę możliwości nie zmieniać miejsca pobytu i noclegu co dzień, ale żeby zatrzymywać się w danym miejscu 2 noce, czyli nawet do trzech dni, wliczając popołudnia. Oczywiście nie zawsze to ma sens, dlatego warto zaraz po przyjeździe do danego miejsca od razu zapytać o autobusy, busy czy pociągi w kolejne miejsce. Pozwoli to uniknąć niechcianego pozostania w danym miejscu, bo autobusy na dalsze odleglości często odjeżdżają popołudniu i nie ma porannych kursów, przez co można utknać w danym miejscu na kolejne pół dnia bez planów, a to męczy bardzo okrutnie.

Jutro zwiedzanie Hue - cesarskiego zaginionego miasta.

Prześlij komentarz