Norweski dziennik namiotowy. Dzień 15

Poranne zbieranie,



uzupełnianie wody, zakupy- chleb (14Nok). Miejsce, w którym byliśmy się rozbici zebrało spływającą po deszczu górską wodę i niestety każdy krok powodował zanurzenie buta w mchu i wodzie. Ale jak się ma silnego mężczyznę to nie jest to problemem i przechodzi się suchą nogą ;)

Po drugiej stronie drogi była zatoczka na której ustawiliśmy się. Na pierwszego stopa czekaliśmy 40 minut i zatrzymał się dla nas Chińczyk ze Szwecji- ciekawy miks. Podwiózł nas 40km i znowu godzina czekania. 4 kilometry dalej i 1,5 godziny czekania.5 minut i 40 kilometrów i na sam koniec dnia rewelacyjny stop. Zatrzymała się dla nas młoda para Rosjan.Ku naszemu zaskoczeniu i radości jechali oni do samiuśkiego Trondheim - więc plan, który wydawał się nierealny do osiągnięcia - spełnił się.

Z Rosjanami rozmawialiśmy na przeróżne tematy: polityczne, życiowe, o tragedii katyńskiej, o Norwegii, o Rosji i Polsce - ich relacjach i różnicach między nimi... Generalnie tematów do rozmów było mnóstwo a atmosfera jaka się wytworzyła naprawdę życzliwa.Po drodze zatrzymaliśmy się na jedzenie i fotografię, gdyż Rosjanie uwielbiali fotografować.





Jedno z ciekawszych i mądrzejszych stwierdzeń jakie padło podczas wspólnej podróży, brzmiało mniej więcej tak: " jeśli chcesz, aby ktoś na nowo zaczął cieszyć się życiem, musisz zabrać mu coś co jest dla niego bardzo ważne. Kiedy oddasz mu to po jakimś czasie będzie jednym z najszczęśliwszych ludzi." Ja się pod tym podpisuje- Ty się nad tym zastanów, warto.

Z Rosjanami na tyle się polubiliśmy, że zaproponowali nam nawet wspólny nocleg w dormitorium w hostelu, my jednak zostaliśmy wierni naszemu namiotowi. Abyśmy nie zostali na pastwę losu, znaleźli dla nas w nawigacji jakąś uliczkę na obrzeżach miasta i przy fjordzie gdzie mieliśmy trochę miejsca, by się rozbić. Dookoła huczał wiatr, jednak za gęstymi drzewami, gdzie ustawiliśmy nasz namiot była zupełna cisza...

Prześlij komentarz