praga

praga

poniedziałek, 18 października 2010

Norweski dziennik namiotowy. Dzień 10

I owszem rano obudziło nas słońce.Nie sposób jednak nie wspomnieć o naszej akcji ratunkowej zeszłego wieczoru, bo rozbiliśmy się właściwie na takim trochę półwyspie na rzece, a kiedy zaczął padać deszcz rzeka zaczęła przybierać. Kiedy skubnęliśmy się, że to może nie być zbyt bezpieczne miejsce, okazało się, że rzeka przybrała na tyle, że z naszego półwyspu na ląd nie da się przejść suchą nogą. Spakowaliśmy więc w pośpiechu plecaki, lekkie rzeczy zasunęliśmy w namiocie, podwinęliśmy nogawki do półuda i złapaliśmy nasz namiot, tak jakby niosąc stół i przeprawiliśmy się przez wodę, która w najgłębszym miejscu sięgała- przynajmniej mi- kolana. Na szczęście akcja „ratunkowa” przebiegła szybko i sprawnie a nawet udało się znaleźć całkiem miłe i bezpieczne miejsce dla nas i namiotu.





W porannym słońcu wysuszyliśmy buty i namiot i ruszyliśmy w stronę centrum.







Po drodze w Rema 1000 kupiliśmy keczup do parówek (14Nok), który nadał pełnię smaku naszym wykwintnym kolacjom.
W Alcie czekaliśmy długo, w sumie jakieś 2,5 godziny po czym jakiś człowiek powiedział nam, że ludzie nie zatrzymują się, bo jadą do centrum Alty i że musimy przejść jakieś 7km za skręt na centrum. Tak więc z całym ekwipunkiem przetachaliśmy się ten kawał drogi i po znalezieniu dobrego miejsca do zatrzymania czekaliśmy zaledwie 15min. Zabrali nas Finowie jadący na ryby- niestety niezbyt daleko, bo zaledwie 10km, ale dobre i to. Wysadzili nas obok stoisk z souvenirami, gdzie wścibscy sprzedawcy gapili się na nas przez godzinę, po której zatrzymał się dla nas Estończyk- hipis samotnie podróżujący do Tromso, czyli po trasie, która w długim odcinku była także naszą trasą. I w ten sposób ok. 19.30 znaleźliśmy się w Nordjoksbotn.

Tam znaleźliśmy „perfect place” na nocleg, zaledwie kilka metrów poniżej głównej drogi, którą następnego dnia mieliśmy się kierować a na niewielkiej, ale bardzo malowniczej skarpie nad fjordem.





Wysepka odgrodzona była od drogi sporą kępą drzew tak więc właściwie cisza i spokój a nawet znalazło się na niej trochę suchych gałęzi na ognisko na którym upiekliśmy nasze wymarzone parówki z keczupem :)







Po kolacji- standardowo, zaczął padać deszcz zmuszając nas do odpoczynku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz