Norweski dziennik namiotowy. Dzień 29

Rano obudził nas deszcz i mgła. Podczas naszego porannego zbierania jednak przestało padać i zaczęło się przecierać.

Stanęliśmy na stopa i staliśmy tak godzinę, aż zabrała nas rodzina Niemców. Dowieźli nas do parkingu na Kjerag i tam mimo dość dużego ruchu staliśmy aż 3 godziny zanim wzięło nas małżeństwo w średnim wieku.



Dowieźli nas do głównej drogi. Tm przeszliśmy do skrzyżowania na Valle i stamtąd godzinę później zabrało nas małżeństwo Niemców.

Wysiedliśmy w Valle i zdążyliśmy zrobić zakupy: chleb 10Nok, parówki 16Nok, dżem 14Nok, czekolada 9Nok, kawa 20Nok, makaron 10Nok, ciastka(!!!) 10Nok, ciastka (!!!) 11Nok, sos słodko-kwaśny 11Nok.

Po zakupach ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca do łapania stopa. Niestety nasze morale tego dnia osłabione przez wielogodzinne czekanie były równie kiepskie jak ruch na drodze. W ramach buntu na zbyt długi czas oczekiwania poszukaliśmy więc miejsca na nocleg.Znalazł się w lasku nieopodal miejsca postojowego dla podróżnych.



W miejscu tym płynęła rzeka a na niej zrobione były tamy, mostki przystosowane do zabawy dla dzieci. Generalnie miejsce to funkcjonowało jako plaża- mimo że piasku tam nikt nie uświadczył.Było również zaplecze sanitarne - i tu wielki podziw dla Norwegów za poziom ich kultury. W Polsce takowe toi toi'e odstraszają widokiem zapachem i czym się da. Norweskie natomiast posiadają bieżącą wode do spłukiwania,gorącą wodę w kranie, jest w nich czysto, pachnąco i są wyposażone w papier toaletowy i mydło... Jak dla Polaka- szok.

W ramach poprawy nastroju i podniesienia morali, zaparzyliśmy kawę, zjedliśmy ciacha i całą resztę popołudnia i wieczoru spędziliśmy na odpoczywaniu. O tak tego nam trzeba było...
Prześlij komentarz