praga

praga

sobota, 11 grudnia 2010

Norweski dziennik namiotowy. Dzień 27

Dzień jak co dzień, choć nie do końca, bo zaczął się wyjątkowym szczęściem- starsze małżeństwo Norwegów zabrało nas po 2 min łapania stopa i mimo że nie do końca jechali w naszym kierunku to podwieźli nas do samego celu, czyli Preikestolen.

Przed wejściem na trasę zostawiliśmy nasze plecaki w choinkach na skraju drogi, aby lżej się szło. Przewidywany czas samego dojścia na półkę skalną wiszącą nad fiordem 600m w górę szacowany był na 1,5h w jedną stronę.



My jednak z racji całych tłumów turystów, którzy wlekli się niemiłosiernie, a do których podczas naszego podróżowania zupełnie nie przywykliśmy po 2,55h byliśmy z powrotem przy plecakach. Widok z Preikesloten rzeczywiście jest piękny, pogoda nam dopisała i byłoby zupełnie miło gdyby nie te tłumy, które psuły całą atmosferę miejsca...











Po powrocie z Preikestolen łapaliśmy stopa do głównej drogi, ale dziewczyny, które się dla nas zatrzymały jechały w kierunku, który nam całkiem odpowiadał więc zabraliśmy się z nimi do krzyżówki drogi 508 z drogą na Sadness. Oczywiście po drodze nie uniknęliśmy promu, który skasował nas 48Nok.

Na drodze 508 nie uszliśmy 10m jak zatrzymało się dla nas małżeństwo bardzo miłych Norwegów. Jechali do Sirdal i tam tez z nimi się zabraliśmy.Dali nam swój nr tel., bo następnego dnia również jechali na Kjerag- czyli kamień zaklinowany między dwoma skałami, na który i my wstępnie się wybieraliśmy. Zaoferowali, że wezmą nas ponownie i dowiozą na miejsce.

W Sirdal znaleźliśmy malowniczy nocleg nad niewielkim jeziorem. Okazało się, że wokół jeziora jest torfowisko porośnięte mchami i rosiczkami. Tej nocy więc spaliśmy jak na poduszkach.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz