praga

praga

środa, 15 grudnia 2010

Norweski dziennik namiotowy. Dzień 28

Niestety mimo naszego pośpiesznego zbierania okazało się, że małżeństwo odwiedzili znajomi i nie mają dla nas miejsca w aucie. Stanęliśmy więc na rozstaju dróg i czekaliśmy 1,5h aż zabrał nas Norweg jadący chłodnią i podwiózł na skrzyżowanie z drogą prowadzącą do Lysebotn. Na skrzyżowaniu czekaliśmy 3o min i zabrała nas para Norwegów, którzy zawieźli nas na parking do Kjerag'u. W związku jednak z kiepskim samopoczuciem po dużej ilości przebytych serpentyn, mojej wyjątkowo silnej malkontencji i po części potrzebie zakupu chleba zdecydowaliśmy, że na Krerag wybierzemy się dnia następnego.

Stanęliśmy więc łapać stopa do Lysebotn oddalonego o 7,5km okropnymi serpentynami. Po 30min kiedy nic się nie zatrzymywało zaczęliśmy iść wtedy sam bez naszego machania zatrzymał się jakiś gość busem osobowym i zawiózł nas do Lysebotn. Tam niestety okazało się, że sklepu nie ma, ale za to znalazło się ładne miejsce noclegowe obok rzeczki.





Rozbiliśmy się więc i poszliśmy na ryby z nadzieją na zażegnanie naszego zbliżającego się kryzysu żywnościowego.





Niestety i tym razem nie mieliśmy szczęścia i nic nie ułowiliśmy. Jedyne co to wracając obok drogi rosły leśne maliny i przy nich spędziliśmy dobre 45min na objadaniu się nimi :) Po powrocie do namiotu, na nasze miejsce noclegowe dołączyła para Niemców a my oszczędnie zjadaliśmy kolację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz