Norweski dziennik namiotowy. Dzień 25

Ranek minął leniwie. Objedliśmy się makrelami, które dostaliśmy od Bośniaka i do samego wieczora czuliśmy się syci. Ale takie świeże ryby są przepyyyszne :)



Stopowanie nam dopisywało. Najpierw ze 30km podwiozła nas wikingowa, a później kolejne 20km Rosjanin.

Po drodze kupiliśmy chleb w Rema1000 (5,5Nok).

Później odczekaliśmy swoje i po pół godzinie zabrała nas dziewczyna jadąca prosto do Stavanger, czyli naszego celu. Po drodze przeprawiliśmy się promem 70Nok. Dziewczyna jechała do znajomych do których zadzwoniła żeby skonsultować dobre miejsce noclegowe dla nas. I tak znalazła dla nas piękne miejsce Sola Beach pod Stavanger. Tam rozbiliśmy się w krzakach.



A po rozpakowaniu udaliśmy się na dłuuuugi spacer piękną piaszczystą plażą...







Prześlij komentarz