praga

praga

wtorek, 23 listopada 2010

Norweski dziennik namiotowy. Dzień 22

Całą noc padało. Ale to nic. Najgorsze, że rano też padało i nic nie zapowiadało poprawy pogody. Zdążyliśmy się wyspać, rozegrać partyjkę shogów i około 13 stwierdziliśmy, że nie ma sensu dalej siedzieć tylko ruszamy w drogę. Niestety wszystko w namiocie było mokre albo przynajmniej wilgotne a przede wszystkim nasze buty, spodnie, kurtki... I nic nie zapowiadało tego, że w najbliższym czasie uda się je wysuszyć.

Tacy mokrzy i śmierdzący stanęliśmy przy drodze, by łapać miłych norwegów na stopa.
Okazało się, że mają litość nad zmokniętymi turystami i po kilku minutach jechaliśmy z Norweżką jadącą do Oddalen. Niestety przekazała nam złe wieści pogodowe. Synoptycy nie przewidują ładnej albo przynajmniej niedeszczowej pogody w najbliższych dniach.
W Oddalen po 40 min zabrał nas Norweg, który budował dom i co się okazało najmował Polaków do pracy. On wysadził nas na rozstaju dróg w Muskog. Tam w pełnej ulewie przeszliśmy na przystanek- na szczęście z daszkiem, zjedliśmy, żeby dodać trochę energii zmokniętym i wychłodzonym organizmom i dalej łapaliśmy stopa licząc, ze w tym deszczu ktoś się dla nas zatrzyma. I nie przeliczyliśmy się. Zatrzymali sie dla nas dwaj bracia jadący prosto do Bergen, czyli kolejnego naszego celu.
Po drodze przeprawiliśmy się promem 58Nok. Chłopaki z racji tego, że znali teren znaleźli dla nas nocleg w Bergen, co dla nas byłoby sporym problemem, bo w mieście nie prosto o miejsce noclegowe dla namiotu. Było to super miejsce, mieściło się na Montanie- cokolwiek by to nie znaczyło tak nazywało się o miejsce a dokładniej wzgórze z widokiem na miasto...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz