Norweski dziennik namiotowy. Dzień 2

Pierwsza noc na norweskiej ziemi mięła całkiem spokojnie. Po śniadaniu pakowanie, które póki co szło nam średnio sprawnie i w drogę. Ruszyliśmy w stronę "centrum" wioski Rygge.

Na stacji benzynowej udało nam się zakupić starter operatora komórkowego Lebara (100Nok). Co ciekawe, żeby taka karta SIM zaczęła działać, potrzeba wypełnić umowę, w której konieczne jest podanie nr karty pracowniczej bądź opcja dla turystów nr i serii dowodu oczywiście adres zamieszkania itd. też i ta karta musi być przesłana faxem przez sprzedawcę do operatora sieci. Dopiero kiedy umowa zostanie zatwierdzona karta SIM aktywuje się. Trzeba więc uważać gdzie kupuję się startery, bo mniej uczciwy sprzedawca sprzeda starter bez umowy i karta będzie nie aktywna.My o mały włos nie nacięli byśmy się w ten sposób na lotnisku.

Specerkiem dotarliśmy na stację kolejową. Wydrukowaliśmy bilety, które zarezerwowaliśmy w promocji 3 miesiące wcześniej (po 198Nok bilet) i korzystając z pięknego słońca opalaliśmy się czekając na pociąg.



Norweskie koleje NSB są bardzo drogie. Gdyby nie to, że czychaliśmy na bilety w miniprisie za te same bilety w późniejszym terminie musielibyśmy zapłacić 3-4krotnie więcej. Jednak trzeba przyznać, że to nie nasze pociągi interRegio ani TLK... Standard tych pociągów jest, śmiem twierdzić, wyższy nawet niż naszych EIC.

Nasza podróż pociągiem odbyła się na trasie Rygge- Oslo- Trondheim - Bodo, czyli praktycznie na całej długości trasy norweskiej kolei. Dalej w Norwegii pociągiem dojechać się nie da :)

Na przesiadce w Oslo zaopatrzyliśmy się w Gsport w Campigas (99Nok) i po krótkiej przesiadce ruszyliśmy w stronę Trondheim.

Trzeba przyznać, czasem człowiekowi ciężko się odnaleźć przesiadając się z polskich interRegio w norweskie NSB i ma pewne problemy... I tak właśnie ja Jadzia poszłam sobie do toalety. I pewnie zupełnie łatwiej byłoby gdyby różnego rodzaju przyciski były opisane po angielsku... Udało mi się otworzyć drzwi, ale niestety nie zlokalizowałam przycisku zamykania i nie udało mi się ich zamknąć. Pomyślałam, że w takim razie chociaż umyję, ręce jednak po dłuższej chwili poszukiwania fotokomórki przy kranie, zrezygnowałam. Stwierdziłam wtedy, że dużo się jeszcze muszę nauczyć i z nadzieją, że w kolejnym pociągu będzie nieco inne zamykanie toalety wróciłam na miejsce.

Około 23 mieliśmy ostatnią przesiadkę na naszej trasie. Idąc w po peronie w Trondheim w stronę naszego kolejnego pociągu Krzysiek skomentował: "o patrz tu też mają interRegio". I rzeczywiście tak wyglądał, jednak szybko zmieniliśmy zdanie kiedy wsiedliśmy do środka... Fotele praktycznie całkiem rozkładane, duże, wygodne, dla każdego podróżnego zestaw nocny ( kocyk polarowy,poduszeczka, stopery do uszu i opaska na oczy) i zasłonka w ramach prywatności, żeby odgrodzić się od korytarzyka. Wszystko takie dość stylowe robiące naprawdę wrażenie elegancji i komfortu.No i nawet toaleta była ręcznie zamykana :)



Całą noc spędziliśmy w pociągu, dopiero nad ranem dotarliśmy do Bodo. Podróż była jednak na tyle komfortowa, że przespaliśmy całą drogę praktycznie bez budzenia się.
W sumie w pociągach od wyjazdu z Rygge spędziliśmy 22 godziny, ale dowiozły nas one niezły kawałek za koło podbiegunowe :)