Norweski dziennik namiotowy. Dzień 1

Nasza wycieczka rozpoczyna się w Krakowie na dworcu głównym. Stamtąd jedziemy pociągiem zmierzającym prosto na Balice :)


Na lotnisku wielkie przepakowywanie i ważenie bagaży. Zabraliśmy ze sobą tylko jeden bagaż rejestrowalny (15kg) i oczywiście 2 bagaże podręczne (po 10kg). Trochę szału było, bo samego jedzenia wzięliśmy z Polski ok 9kg, a gdzie cała reszta namiot, śpiwory i wszystkie graty... Ale po jakimś czasie udało się rozmieścić bagaże w wyznaczonych limitach.

Jednak nie był to koniec trudności. Zdaliśmy bagaż i poszliśmy do odprawy. Niestety okazało się, że kołowrotek wędkarski a dokładniej żyłka na nim, który zapakowaliśmy celowo do bagażu podręcznego, żeby się nie pogiął, nie może się w nim znajdować. Więc albo go wyrzucić albo spróbować dostać się do bagażu głównego, który już został zdany... Szkoda wyrzucać bez choćby próby dodania go do bagażu głównego, więc Krzysiek zniknął a ja ugrzęzłam w strefie bezcłowej. Niestety zostałam ze wszystkimi bagażami i nie mogłam zbytnio wykorzystać właściwości tej strefy i wybrać się "na sklepy".

Po jakimś czasie wrócił zadowolony Krzysiek. Okazało się, że Pan w okienku zdawania bagażu był na tyle miły i pomocny, że odszukał nasz plecak i Krzysiek mógł dopakować tam kołowrotek. Jago zadowolenie wynikało też z jeszcze jednej rzeczy. W saszetce u boku na długopisie miał owiniętą dodatkową żyłkę i tej żyłki celnicy już nie zobaczyli...

Oczywiście zostawił mnie jeszcze na chwile z bagażami i sam wybrał się "na sklepy". Wrócił równie zadowolony jak z przemycania żyłki z litrowym Beefeaterem...

I tak zaopatrzeni w dodatkowe kilogramy, ale za to procentujące dobrym humorem w czasie wyprawy o godzinie 15.15 wystartowaliśmy z naszego wspaniałego Krakowa z nadzieją na wyjątkowo udane wakacje a o 17.20 wylądowaliśmy już szczęśliwie na lotnisku w Rygge. To stąd zaczęliśmy naszą 33dniową wycieczkę po Norwegii.

Następnego dnia mieliśmy zarezerwowane bilety kolejowe ze stacji Rygge więc tego dnia zostało nam już tylko poszukanie jakiegoś ustronnego miejsca na nocleg.
Po przemierzeniu całej długości obszarów lotniska dotarliśmy do wioski i tam na jej skraju w niewielkim lesie rozbiliśmy się na polanie z mnóstwem mrówek i komarów. Ale po całym dniu wrażeń było to dobre i spokojne miejsce na nasz pierwszy nocleg.