praga

praga

wtorek, 23 sierpnia 2011

Węgierskie wojaże. Dzień 4

Niedzielę mieliśmy spędzić w pięknym Baja, pachnącym papryką i zupą rybną...
Niestety Baja nie było ani piękne ani nijak pachnące no może kawą na którą wybraliśmy się w ramach zrehabilitowania wspomnień z tej mieściny...

No może rynek był całkiem ładny, ale to chyba wszystko.



Z rana wybraliśmy się do Franciszkanów na mszę przeszedłszy przez kilka rozkopanych ulic. Później mieliśmy się powłóczyć trochę po mieście, ale to nie był zbyt udany pomysł, bo miasto urokiem zdecydowanie nie grzeszyło. Nie odpuściliśmy jedynie starej serbskiej cerkiewce gdzieś w plątaninie uliczek. I była to dobra decyzja.





Serbska cerkiew skrywa w swym wnętrzu misternie rzeźbiony, skrzący się od złota ikonostas i XVIII-wieczne malowidła. Choć jest bardzo zniszczona i zaniedbana kryje w sobie dawne piękno, zapach kadzidła i szepty modlitwy...

Wracając w stronę rynku, na którym zostawiliśmy samochód zaglądnęliśmy przez płot do synagogi,





oraz zatrzymaliśmy się na kawę i małe co nieco w Galerii Cukroszada.







I tak ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu słońca i dalszych przygód... a dokładnie w stronę Harkany, miejscowości ze słynnymi basenami termalnymi.

Po drodze mieliśmy okazję przeprawić się promem przez Dunaj, lecz była to dość krótka przyjemność.



Późnym popołudniem dotarliśmy do Harkany. Tam zatrzymaliśmy się na campingu zaledwie kilkaset metrów od term.
Nocleg był zdecydowanie na najwyższym poziomie ze wszystkich campingów na jakich nocowaliśmy. Zostaliśmy na nim 2 noce.

700Ft za osobę
600Ft za namiot
195Ft opłata aklimatyzacyjna
brak dodatkowej opłaty za samochód
czyli nocleg wychodził jakieś 18zł.





Niestety tego dnia nasze morale miały kryzys. Było zimno i deszczowo a my zamiast cieszyć się wakacjami wciąć uciekaliśmy przed deszczem spędzając kolejne godziny w samochodzie. Zaczęliśmy się zastanawiać nawet, czy nie uciec do Chorwacji. Zwyciężył jednak zdrowy rozsądek i zostaliśmy na Węgrzech. Po planowaliśmy mimo pogody kolejny dzień. Karol z Anetą mieli ruszyć na baseny a ja z Krzyśkiem do pobliskiego Peczu i winiarskiego regionu Villany & Siklos.

Wieczorem mimo chłodu nawet udało się posiedzieć i pogrilować a na poprawę morali zjeść ostatnią porcję ogórków Mamy...

3 komentarze:

  1. "ogórki Mamy" brzmią niezwykle zachęcająco ;) z kolei czytanie o Waszych wojażach aż kusi żeby samej gdzieś pojechać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh my goodness! Impressive article dude! Thank you so much,
    However I am encountering issues with your RSS.

    I don’t know why I am unable to join it. Is there anyone
    else getting the same RSS issues? Anyone who knows the answer will you
    kindly respond? Thanx!! payday loans for self employed
    Feel free to surf my website ; payday loans

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowymaja 31, 2013

    This website was... how do I say it? Relevant!! Finally
    I've found something which helped me. Cheers!

    Feel free to surf to my web blog: crofton large convection oven

    OdpowiedzUsuń