Górska poligamia? Góry Stołowe i Śnieżnik

Korzystając z przymusowego urlopu Krzyśka a przede wszystkim z życzliwości jego rodzinki z dolnego śląska zawitaliśmy do Lubachowa.

Oczywiście podróż nie obyła się bez przygód. Tym razem nie była to przygoda z pkp a z pks. Po drodze z Wrocławia do Świdnicy okazało się, że w autobusie zabrakło paliwa. I tak spędziliśmy około godziny w oczekiwaniu na "nie wiadomo co" po czym pomachaliśmy na stopa i zabrał nas jakiś dobry człowiek. Zanim zdążył z nami porozmawiać zadzwoniła jego żona, której powiedział, że "właśnie wiezie dwoje młodych ludzi z plecakami, i nie wie czy uciekli z poprwaczaka czy co, ale zatrzymał się, otworzył bagażnik i wskoczyli i wyglądają jakby razem nie mieli nawet 30 lat". Miłego Pana kierowcę serdecznie pozdrawiamy :)

Po szybkiej przesiadce ze stopa chwila moment i byliśmy w Lubachowie gdzie czekała na nas pyszna obiadokolacja i dłuższa chwila miłych rozmów. Czekały też plany na dzień następny.

W sobotę zebraliśmy się z rana by ruszyć w trasę. Celem głównym tego dnia były Góry Stołowe a dokładnie Szczeliniec Wielki.

Po drodze pobłądziliśmy trochę poszukując drogi, jednak nie odebrało to uroku podróży, bo błądziliśmy po krajobrazie zupełnie innym niż ten do którego przywykliśmy: surowych domów z czerwonej cegły o prostej architekturze, brukowanych drogach, rzeczkach z kamiennymi mostkami...





Szczeliniec Wielki to najwyższy szczyt (919 metrów n.p.m.)i zarazem największa atrakcja Gór Stołowych po stronie polskiej. Ma on wygląd wydłużonego stoliwa pociętego szczelinami. Najgłębszą szczeliną jest "Piekło" (30 metrów głębokości). Formy skalne na Szczelińcu przypominają różne postacie i kształty (między innymi: "Wielbłąd", "Koński Łeb", "Kwoka", "Małpolud", Słoń, "Kołyska"). Są one po podpisywane na mapce z tyłu biletów, warto jednak uważnie ją śledzić, by żadnej formy nie przeoczyć.


















Głównym punktem wypadowym na Szczeliniec jest wieś Karłów do której i my się wybraliśmy. Na szczyt prowadzi kręty szlak. Po drodze znajduje się schronisko turystyczne "Szwajcarka" z XIX wieku. Obok schroniska, została wmurowana w skałę tablica upamiętniająca twórcę zagospodarowania szczytu- Franza Pabla. Na tarasie widokowym, znajdują się również tablice poświęcone wejściu na Szczeliniec: J.W. Goethego (29.08.1790) oraz przyszłego prezydenta USA- J.Q. Adamsa (26.08.1800).

Na trasie zwiedzania napotkamy na kilka tarasów widokowych: między innymi: "Fotel Liczyrzepy" z widokiem na Karkonosze czy tarasy południowo-wschodnie z widokiem na Góry Bystrzyckie, Orlickie, Bialskie, Złote i Bardzkie. Niestety w związku z pracami remontowymi na tron wejście było zamknięte, ale znaczy to że w Góry Stołowe trzeba będzie powrócić, by zasiąść na tronie Pradziada.



Po zejściu ze Szczelińca udaliśmy się do Zamku Leśna na Górze Szczytnik. Aktualnie znajduje się tam Dom Pomocy Społecznej a dla turystów jest udostępniona do zwiedzania jedynie kaplica i to tylko w niedziele. Nie mniej teren obiektu jest bardzo zadbany i urzeka spokojem i zielenią.









Udaliśmy się także na punkt widokowy z którego można było się przyglądnąć pobliskiej miejscowości Szczytna i otaczającym ją górom.



Z racji tego, że byliśmy zmotoryzowani- i tu dziękujemy Firmie "Silwena" za patronat naszej wycieczki :)



ruszyliśmy w dalszą podróż. Tym razem w stronę Wambierzyc.

W Wambierzycach znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Wambierzyckiej Królowej Rodzin.
Do świątyni prowadzą monumentalne, kamienne schody o trzech ciągach, z którymi wiąże się ciekawostka.





Wszystkich stopni jest 56, z czego 33 w środkowym ciągu symbolizuje lata życia Jezusa na Ziemi a kolejnych 15 stopni nad pierwszym tarasem oznacza lata życia Maryi przed jej Boskim Macierzyństwem.
Wielka fasada ma 52,5 m wysokości, jest w stylu późnego renesansu. Stojąc u jest stóp wrażenie jest naprawdę imponujące.

Wnętrze świątyni jest barokowe, zdobią je malowidła, obrazy i rzeźby, spośród których na szczególną uwagę zasługują dzieła Karola Sebastiana Flackera: ambona, będąca rzeźbiarską kompozycją wyrażającą słowa maryjnego hymnu Magnificat i ołtarz główny mieszczący cudowną figurkę Matki Boskiej.





Figurka wykonana jest z lipowego drewna w stylu gotyckim, ma 28 cm wysokości. Przedstawia ona Matkę Bożą z nagim Jezusem na ręku. Dzieciątko w prawej ręce trzyma ptaszka, a lewą sięga po owoc, umieszczony w lewej dłoni Matki. Głowy Maryi i Jezusa ozdobione są koronami. Podobnie jak inne tego typu wizerunki, wambierzycka figurka ubierana jest w tzw. „sukienkę”, która okrywa ją całą od szyi w dół. Sukienek jest kilka w różnych kolorach, zależnie od święta lub okresu roku liturgicznego.







22 lutego 1936 roku papież Pius XI nadał kościołowi w Wambierzycach tytuł bazyliki mniejszej. Jest to tytuł honorowy, który otrzymują kościoły wyróżniające się wartością zabytkową, albo ze względu na swoje walory liturgiczne bądź duszpasterskie. 17 sierpnia 1980 roku miało miejsce największe i najdonioślejsze wydarzenie w kilkusetletniej historii sanktuarium wambierzyckiego – figurka Matki Bożej ukoronowana została koronami papieskimi na Wambierzycką Królową Rodzin.

Po obejrzeniu świątyni udaliśmy się jeszcze w stronę Kalwarii, która wznosi się na wzgórzu naprzeciwko bazyliki. Liczy ona 78 stacji i jest tak rozległa, że nie starczyło nam czasu na to by przejść choćby połowę z nich.





Zaczęło się chylić ku wieczorowi więc udaliśmy się w drogę powrotną. Po drodze wstąpiliśmy tylko jeszcze zobaczyć zamek w Ratnie, jednak jak się okazało nie było tam wiele do oglądania. Zamek mimo iż z dołu prezentował się imponująco popada w ruinę i nie cieszy już oka.













Po powrocie oprócz kolacji i budowy promu kosmicznego z Kamilkiem ;) czekał nas już tylko odpoczynek przed niedzielnymi planami...

Niedzielny poranek przywitał nas słońcem. Przyglądając się tamtejszym krajobrazom przemierzaliśmy naszą kompanią kilometry podążając w stronę masywu Śnieżnika.

Zaczęliśmy od wejścia na Czarną Górę, która trochę nas zmęczyła swoją ostrością, która nałożyła się na nierozgrzane mięśnie, ale daliśmy radę a na szczycie wynagrodziliśmy to sobie pięknymi widokami i kawą z ciastem :)











Na Czarnej Górze chwilę odpoczęliśmy i musieliśmy rozłączyć się z naszą kompanią. Ruszyliśmy dalej w stronę Śnieżnika a słońce rozpieszczało nas przez całą trasę.



Po 1,45min dotarliśmy na szczyt i co prawda niezbyt długo, ale mogliśmy się cieszyć pięknymi widokami.





















Niezbyt długo, bo trzeba było się śpieszyć chcąc zdążyć na ostatnie wejście do Jaskini Niedźwiedziej. Na szczęście po małych przeprawach z panią z kasy w jaskini udało się wejść z ostatnią grupą do środka.

Jaskinię wszystkim polecamy ze względu na piękne formy stalaktytów, stalagmitów, polewy naciekowej, makaronów itd. jakie można tam zobaczyć. Bliżej się na tym nie znam więc nie napiszę, ale wnętrze jaskini robi wrażenie.

Jaskinia była ostatnim punktem naszej wycieczki po Sudetach. Następnego dnia rano czekała nas dalsza podróż w stronę Krakowa...

Nie mniej dla mnie była to pierwsza wycieczka po Sudetach i na pewno nie ostatnia. Zauroczyły mnie mnogością górskich pasm, które pozostały przeze mnie nie odkryte, spokojem i drobną innością. Pozostaje w swych uczuciach wierna Bieszczadom, jednak kto powiedział, że w kwestii gór trzeba być monogamistą?

Serdeczne podziękowania dla cioci Aldony, wujka Andrzeja i Kamilka za serdeczne przyjęcie, wszystkie pyszności i wyjątkowy weekend :)
Prześlij komentarz