Łysa Góra

Korzystając z weekendu wybraliśmy się w Góry Świętokrzyskie. Kiedy w tygodniu ciągle biegnie się ciągle "gdzieś" taki wyjazd jest na wagę złota. W końcu jest okazja, żeby porozmawiać o rzeczach istotnych i zupełnie nieistotnych, pomilczeć... Po prostu ze sobą pobyć.

Pojechaliśmy do Nowej Słupi i stamtąd niebieskim szlakiem wyszliśmy na Łysą Górę. Łysa Góra zwana też Święty Krzyż to drugi pod względem wysokości szczyt (pagórek) w Górach Świętokrzyskich. Liczy sobie 595 m.n.p.m. Na szczycie znajdują się: skalne rumowisko, charakterystyczne dla Gór Świętokrzyskich, tzw. gołoborze, na które niestety nie zdecydowaliśmy się, opactwo pobenedyktyńskie Święty Krzyż oraz jakaś wieża nadawcza, która skutecznie niszczy, większość zdjęć klasztoru ;)







Według legendy opactwo benedyktyńskie założył Bolesław Chrobry w 1006 r. Od XIV w. nazywane Świętym Krzyżem, jako że przechowywane są tu relikwie drzewa krzyża świętego, na którym miał umrzeć Jezus Chrystus, podarowane w XI w. przez św. Emeryka, syna króla węgierskiego. Odtąd stało się jednym z najważniejszych polskich sanktuariów i celem licznych pielgrzymek.

Opactwo w ciągu swej historii było kilkakrotnie rabowane i niszczone. Podupadało i podnosiło się z upadku dzięki hojnym fundatorom.

w 1936 przybyli tu zakonnicy Misjonarze, którzy przejęli część klasztoru. Wybuch wojny przerwał jednak prace nad odrodzeniem klasztoru. Podczas wojny, Niemcy utworzyli tu obóz zagłady jeńców radzieckich, liczbę ofiar szacuje się na 7-8 tysięcy, a ich zbiorowa mogiła znajduje się na polanie pod szczytem. W 1961 budynki po więzieniu przejął Świętokrzyski Park Narodowy. Aktualnie w części budynku mieści się nowicjat Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów M.N.





W krypcie kaplicy złożone jest zmumifikowane ciało, które przypisywano przez długi okres Jeremiemu Wiśniowieckiemu, który zasłużył się w bitwie pod Beresteczkiem.







Chcieliśmy jeszcze wybrać się na Łysicę, ale niestety dnia by nam brakło. Dlatego też na około wybraliśmy się w drogę powrotną do samochodu. Że już słońce powoli za horyzont się chowało to pojechaliśmy do Buska-Zdroju. Tam zrobiliśmy niespodziankę Babci, bo jest w sanatorium. Ucieszyła się równie bardzo jak była zaskoczona naszym przyjazdem. Posiedzieliśmy trochę pogadaliśmy i spać trzeba było. Przemeblowaliśmy więc trochę nasz samochód tak by spać się dało i padliśmy zmęczeni dniem.

Niedziela pod znakiem powrotu niestety upłynęła, bo wracać trzeba było na popołudnie, ale zrekompensowaliśmy sobie skrócenie przyjemności mega kawą z ciachem... :)
Prześlij komentarz